jesli w swiecie bylby tylko jeden punkt materialny,
to nie moze byc mowy o uplywie czasu, bo nie mozna by bylo porownac
zdarzen, okreslac ich chronologii. Co wiecej, nie zachodzilyby zadne
zdarzenia, m.in. dlatego, ze przy jednym punkcie materialnym nie byloby
przestrzeni, wiec nie byloby tez mowy o ruchu.
Jakiś wariant zasady Macha. I co z tego? Tym bardziej, że sytuacja
z poprzednika powyższej implikacji nie zachodzi, jak uczy
doświadczenie - o ile rzecz jasna nie przyznać racji
Parmenidesowi (którego wspominałeś) lub biskupowi Berkeley (którego
nie wspominałeś). W takim jednak wypadku uprawianie fizyki staje
się cokolwiek niecelowe ;-)
Druga uwaga bylaby taka, ze czasy 2 i 3 (termodynamiczny i kosmiczny),
maja wyznaczona strzalke o tym samym zwrocie.
To jest tylko _konwencja_. Zupełnie spokojnie mogę sobie wyobrazić
Wszechświat, który się zapada, a cukier rozpuszcza się w herbacie.
Z naszego punktu widzenia strzałka tamta kosmiczna pokazuje w przeciwną
stronę niż nasza, termodynamiczna w tę samą - ale mieszkańcy
tamtego Wszechświata zapewne uznaliby, że obie pokazują w tę samą
stronę, bo taką konwencję narzuciłoby im ich doświadczenie.
Powiedzenie, że jakaś oś jest zwrócona w tę, nie zaś w dokładnie
przeciwną stronę, to czysta konwencja.
Nie ma tez problemu z
kontrakcja. Wszyscy widza w kontrakcji cos, co spowoduje odwrocenie
wszystkiego: czasu, praw fizycznych, ...
To, co "wszyscy widzą" jest na gruncie fizyki bez znaczenia.
("Wszyscy" mieliby na przykład spore trudności z wyobrażeniem
sobie stanu wiadomego nieszczęsnego kota, zarazem żywego
i martwego.) Ważne jest co innego: Czy istnieje _prawo_fizyczne_,
które wiąże kierunek zmian entropii z kierunkiem - brak mi
słowa - ruchu (w sensie: kontrakcja vs. ekspansja) Wszechświata.
Jak rozumiem, nikt nie ma dotąd pojęcia, czy takie prawo
istnieje - a zresztą zagadnienie to jest tak naprawdę nienaukowe,
bo dowolne zapostulowane prawo byłoby niefalsyfikowalne
doświadczalnie, gdyż a) do kontrakcji naszego Wszechświata
zapewne nie dojdzie, b) a nawet gdyby doszło, raczej nie będzie
nikogo, któ mógłby takie doświadczenie przeprowadzić. (Pomijam
przypadek udania się do Wszechświata równoległego, bo to
też jest (obecnie?) niewyobrażalne.)
Starosc bedzie inna, Slonce rozpuchnie sie,
odrzuci zewnetrzne czesci i zostanie karzel. Planety tez nie rozsypia
sie w pyl, bo niby dlaczego?
Słońce w istocie rozpuchnie się, przejdzie przez fazę Nova, przy
okazji pożre (fizycznie pochłonie) planety wewnętrzne, w tym Ziemię.
Nie wiem (ktoś zna jakieś przewidywania?) co się wówczas stanie
z gazowymi olbrzymami. Słońce stanie się białym karłem, po jakimś
czasie umrze. Zapewne jakaś poźniejsza katastrofa kosmiczna
rozwali pozostałości Układu Słonecznego w drebiezgi i zapewne
materia z tego układu zostanie "recyklowana" do budowy następnej
gwiazdy. Gwiazdy wciąż rodzą się i giną. To, że istniejemy i mamy
taką a nie inną budowę chemiczną jest najlepszym dowodem na to, iż
materia, z której się składamy, przeszła przez fazę Supernova
(i to nie jeden raz).
Może też tak być (postulował to już Boltzmann), że w końcu
(po wielu opisanych wyżej cyklach) cała materia Wszechświata tak
się rozproszy i ujednolici, że zadne procesy nieodwracalne nie będą
juz zachodzić, pozostaną tylko fluktuacje. Stan taki nazywa się
śmiercią cieplną Wszechświata.
Paweł Góra Three Laws of Thermodynamics:
Institute of Physics 1. You can't win.
Jagellonian University 2. You can't break even.
Cracow, Poland 3. You can't even quit the game.